#35 Lato koloru wiśni


"Lato koloru wiśni" ~ Carina Bartsch

Czy dałabyś drugą szanse swojej pierwszej miłości?

Emely, dwudziestotrzyletnia studentka literaturoznawstwa po wielu latach przyjaźni musi rozstać się ze swoją najlepszą przyjaciółką. Niestety wybierają dwa różne miasta, w których mają kształcić się na przyszłość. Na szczęście głównej bohaterki jakiś czas później Alex postanawia przeprowadzić się do Berlina i tam zacząć studia od nowa. Zaczynają się kolejne spotkania, których tak brakowało głównej bohaterce. Ale również z najlepszą przyjaciółką w życie studentki wkroczył Elyas - starszy brat Alex, z którym Emely nie ma dobrych wspomnień. Przymus spędzania czasu razem może poróżnić ich ze sobą do momentu, w którym się znienawidzą lub doprowadzi do chwili, w której oboje poznają prawdę o sobie. Chłopak ma jedną wadę, która jednocześnie jest jego zaletą - turkusowe oczy - od których nie jest się w stanie oderwać wzroku bez głębszego wpatrzenia się w nie. Jaką cenę główna bohaterka będzie musiała zapłacić za wpatrywanie się w oczy Elyasa o sekundę za długo?  I kim jest tajemniczy Luca, z którym główna bohaterka koresponduje przez e-maile? Czy może okazać się drugą miłością jej życia? Mimo tego, iż jeszcze się nie widzieli?

Jeszcze raz dziękuję Medii Rodzina za możliwość przeczytania tej książki.
Prawda jest taka, że jak tylko przeglądałam stronę z książkami wydawnictwa to ten tytuł przykuł moją uwagę. Na samym początku samą nazwą, następnie okładką, a ostatecznie zdobył moje serce opisem. No bo jak mogłabym nie sięgnąć po niego po takim czymś? Samo pierwsze zdanie doprowadziło moją ciekawość do kresu wytrzymałości. "Czy dałabyś drugą szansę swojej pierwszej miłości?" Od razu zaczęłam się nad tym zastanawiać, chociaż doskonale wiedziałam, że nie powinnam. Musiałam trochę poczekać na tę książkę, ale naprawdę było warto. I mimo, iż niewiele dowiedzieliście się o tej książce już teraz mówię wam odkładajcie na nią pieniądze - najlepiej od razu na dwa tomy - i kupujcie tę dulologię, bo warto. 
Emely i Alex, w pierwszej chwili widziałam w nich mnie i swoją przyjaciółkę, ale z biegiem czasu i co za tym idzie rozdziałów zmieniłam zdanie, że jednak nie, to nie jesteśmy my. One są zdecydowanie lepsze. Mimo, iż jakoś za bardzo nie przywiązałam się do głównej bohaterki to nie mogę powiedzieć, że jej nie polubiłam, bo nie chcę Was okłamywać. Studentka jest tak dobrze wykreowaną postacią i tak realistyczną, iż naprawdę chciałabym poznać jej odwzorowanie w prawdziwym świecie. Nie mówiąc już o Elyasie, ja po prostu jestem po uczy zakochana w tym człowieku. Kochałam każde słowo wypływające z jego ust, nawet jeśli było aroganckie - bo właśnie taki był. Można by powiedzieć, że to taki typowy bad boy, ale nie, nie, nie. Nie dajcie się zmylić. On naprawdę jest inny, wręcz podchodzi pod MÓJ ideał mężczyzny, a to się często nie zdarza. Zaklepuję go dla siebie!
Kiedy szłam porozmawiać z mamą o książce, myślałam, że zaraz rzuci znowu podobnym tekstem
"Szkoda, że zakochałaś się tylko w książce", ale tym razem obeszło się bez tego. Zapytała się jedynie czy sama może przeczytać ten tytuł, a ja z uśmiechem na twarzy pokiwałam twierdząco głową.
Wątek miłosny pomiędzy głównymi bohaterami nie rozwija się w przeciągu kilka dni - jak to bywa przeważnie w większości książek młodzieżowych - lecz rozwija się stopniowo, a mogę nawet powiedzieć, że przez pewnie okres nawet się cofa, bo niestety ciągle powracają wspomnienia, które nie zawsze okazywały się być miłe i przyjemne. I mimo wszystkiego, co wyróżniało "Lato koloru wiśni" od innych młodzieżówek tak i tu - niestety, dla niektórych - występuje wątek trójkąta miłosnego, ale nie martwcie się autorka nie pozwoliłaby na nic typowego. Opiera się on na Emely, Elysie oraz internetowym znajomym Luce, który mimo wszystko wcale nie musi być tym za kogo go biorę. Bo nie mogę uwierzyć w to, iż Carina Bartsch zakończyła by wątek nieznajomego w ten sposób, po prostu nie mogę, nawet nie chcę myśleć, że zrobiłaby coś tak typowego dla większości autorów. Uważam, że jest ponad nimi i zrobi coś, czego nikt nigdy by się nie spodziewał. Przynajmniej mam taką nadzieję. Mimo sporów jakie powstają między głównymi bohaterami są takie momenty, w których potrafią odciąć się od tamtych chwil i na kilka sekund pozostać naprawdę prawdziwym przyjacielem. 

Kolejnym plusem książki jest fakt, że nie jest ona jedynie sztywnie napisaną powieścią o miłości. Przeplatana jest humorem, - co naprawdę w ostatnim czasie bardzo polubiłam w książkach - ale również prawdziwymi - nie zawsze radosnymi - wydarzeniami, które mogłyby mieć miejsce w naszym świecie. To właśnie chyba najbardziej cenie w książkach - realizm. To czy dany fragment może okazać się czymś prawdziwym, czymś co mogłabym mieć na wyciągnięcie ręki, a "Lato koloru wiśni" właśnie takie dla mnie jest i szczerze, już nie mogę się doczekać, kiedy zajrzę do drugiego tomu. Prawdopodobnie nastąpi to dopiero, gdy wrócę z nad morza, ale mam wielkie wątpliwości czy będąc tam dam radę cokolwiek przeczytać, gdyż nie mogę się pozbierać po zakończeniu tytułowej książki. Nie wierzę w to, w jaki sposób autorka zakończyła pierwszą część. Jak ona mogła tak to wszystko rozegrać?! Złamała mi serce jednocześnie pozostawiając je całe, sprawiła, że zaczęłam nienawidzić Emely, mimo iż kocham książkę całą sobą. Nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie poradzić sobie z tym co się tam stało, ja po prostu nie wierzę i mam nadzieję, że to tylko sen z którego zaraz się obudzę i znowu zacznę czytać książkę na 319 stronie i wszystko potoczy się inaczej. Naprawdę takiego obrotu zdarzeń się nie spodziewałam, a wiele rzeczy dało się przewidzieć, ale zawsze kończyło się to porażką moich wyobrażeń na temat dalszych losów bohaterów, więc ogromny plus za oryginalność i pomijanie schematów dla autorki. <APLAUZ> I w sumie mogłabym się rozgadywać na temat tej książki i ciągnąć te recenzje nie wiadomo do jakiego stopnia, a wszystko po to, żeby w jakiś sposób wyrazić - dłuży niż dwoma słowami - opisać jaka jest ta historia. Bo jest naprawdę GENIALNA! Zakochałam się w niej i właśnie "Lato koloru wiśni" skradło moje serce i wcisnęło się na miejsce moich ulubionych tytułów. 
W pierwszym momencie, kiedy zobaczyłam tę książkę - w stanie fizycznym - na oczy przeraziłam się, bo szczerze nie spodziewałam się, iż będzie ona, aż tak gruba. Ma około 500 stron i zaledwie 21 rozdziałów. I mimo tego iż jestem zwolenniczką krótkich form to nie przeszkadzały mi 20 kartkowe, a nawet 40 kartkowe rozdziały. Ja - jak już mam w nawyku zawsze sprawdzam ile stron zostało mi do końca rozdziału, kiedy już chciałabym skończyć czytać - jedynie w tym egzemplarzu leciałam nie patrząc na strony. Po prostu dałam się pochłonąć tej historii. Zawiera ona wiele opisów, ale w tym przypadku ani jeden z nich nie przeszkadzał mi, kochałam je tak samo jak wszystko co związane z "Latem koloru wiśni". Tak ja kochałam opisy, - też w to nie wierzę - ale taka jest prawda. Mam szczerą nadzieję, że kontynuacja okaże się być tak samo dobra lub jeszcze lepsza - jeśli to w ogóle możliwe, bo i tak przyznaje temu tytułowi 11/10 gwiazdek. Książka jest wręcz idealna, naprawdę nie znalazłam nic do czego mogłabym się przyczepić - no chyba, że sam fakt, że za szybko ją przeczytałam się liczy. Serdecznie Wam ją polecam, bo nie jest kolejną młodzieżówką, mimo iż jest poświęcona dla osób młodych to uważam, że ma w sobie to coś, co przyciąga i zostaje w nas na długo po skończeniu lektury. Mogę tylko powiedzieć, że tej książki się nie czyta, ją się przeżywa. Wraz z bohaterami. 



"Czasem uświadamiamy sobie różne rzeczy dopiero, kiedy o nich opowiemy. Jeśli zachowujemy je dla siebie, możemy je upiększać, zniekształcać, a nawet wypierać. Wypowiedziane - stają wyraźnie przed oczami." ~ Lato koloru wiśni

KOCHAM TO!

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pamiętajcie, że każdy komentarz i obserwacja to motywacja do tworzenia nowych recenzji. :)

Copyright © 2014 Time of book , Blogger