#66 Błękit szafiru

#66 Błękit szafiru



"Błękit szafiru" ~ Kerstin Gier

Jest to drugi tom "Trylogii czasu", więc jeśli jeszcze nie rozpoczęliście przygody z pierwszą częścią to zapraszam Was na jej recenzję ----> "Czerwień rubinu"

Gwen nigdy nie przykładała szczególnej uwagi do nauki, zazwyczaj interesowały ją rzeczy bardziej artystyczne typu nowoczesne książki, filmy, obsada aktorska a nie historia, polityka czy sztuki walki. Nowina dotycząca jej zdolności podróży w czasie jest dla wszystkim niespodzianką, która niszczy to, co było już od dawna zaplanowane. Charlotta, kuzynka głównej bohaterki, która miała być rubinem, wiedziała wszystko o dawnych czasach, wiedziała wszystko, co jest potrzebne teraz Gwen...
Zatajona informacja o narodzinach dziewczyny niesie za sobą ogromne konsekwencje, a nieznajomość historii, tańca czy polityki to najmniejsze z nich.
Wizyta u hrabiego de Saint Germaina napędza bohaterce ogromnego strachu - no cóż nie ma co się jej dziwić, chyba każdy z nas obawiałby się spotkania z człowiekiem, który próbował nas zabić nawet nas nie dotykając.
Do tego nieziemsko przystojny Gideon, który zwodzi Gwen, nie mogąc zdecydować się co tak naprawdę do niej czuje.
Nastolatka, pomimo swojego młodego wieku musi poradzić sobie sama z nie małym wyzwaniem, bo nie może ufać nikomu...
Dobrze, że ma chociaż najlepszą przyjaciółkę na która zawsze może liczyć oraz małego demona, który uwielbia spędzać z nią czas...


Muszę przyznać, że od skończenia pierwszego tomu nie mogłam doczekać się przeczytania kontynuacji tej trylogii. Teraz, kiedy wiem już co się wydarzyło w drugiej części chcę jak najszybciej zabrać się za ostatnią, ale wiem, że mój czas mi na to nie pozwoli.

Pomimo długiego odstępu w czytaniu następujących po sobie książek tej serii nie poczułam zerwania fabuły, dłużenia się jej, ani nie wczucia się w akcję. Odnoszę wrażenie, że od momentu odłożenia "Czerwieni rubinu" nigdy nie wyszłam z tego świata i dlatego tak dobrze czytało mi się "Błękit szafiru"
Tak jak poprzedni tom książkę czytało się lekko, szybko, przyjemnie, czas mijał przy niej błyskawicznie. Któregoś dnia usiadłam z herbatą i zaczęłam czytać o 8 i około 10 skończyłam książkę pomimo, że to było jakieś 150 stron. 

Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że "Błękit szafiru" pochłania do swojego wymiaru i nie wypuszcza, aż do skończenia przynajmniej rozdziału, a muszę przyznać, że są one bardzo długie. Cała książka składa się jedynie z 12 podziałów, co jest stosunkowo małą liczbą jak na 400 stron. 
Pod tym względem było mi czasem trudno zacząć czytać tę historię, bo zawsze miałam mało czasu dla siebie, a wiedziałam, że jeśli już zacznę czytać to szybko nie skończę i zaniedbam inne obowiązki, a na to nie mogłam sobie w danym momencie pozwolić. 

Ogromnym plusem, przynajmniej dla mnie, jest brak przypominania wydarzeń z poprzedniej części. Ja rozumiem, że jeśli ktoś czyta serię w bardzo dużych odstępach to mu pomaga w odnalezieniu się w fabule. W "Błękicie szafiru" występują niekiedy przypomnienia, ale nie są one na samym początku książki, gdzie jak zazwyczaj bywa, pierwsze kilka rozdziałów są opisami wydarzeń z poprzedniej części, dla mnie jest to bardzo męczące, dlatego tak bardzo zachwyciłam się brakiem tego elementu w tej książce. 
Jednak w momentach ważniejszych występują odniesienia do poprzedniej części, często zapisane w nawiasach, co było dla mnie super sprawą. Dlatego jeśli będziecie czytać tę trylogię w dużych odstępach czasu pomiędzy tomami to nie przejmujcie się, na pewno nie wypadniecie z fabuły, autorka o to zadbała.

Budowanie napięcia, tajemniczości i poczucie humoru są specjalnością w pisaniu Kerstin Gier. Tutaj również tego nie zabrakło,  moc Gwen, która nie chce wyjść na wariatkę i przez to zostaje zagadką dla wszystkich, potajemne spotkania z przyjaciółką i odkrywanie czym tak naprawdę jest podróżowanie w czasie oraz sarkastyczny humor, którym książka jest przepełniona sprawia, że mimo woli uśmiechasz się, a nawet śmiejesz na cały głos.
Zauważyłam, że autorka bardzo lubi wplatać wątki detektywistyczne w swoje książki i wychodzi jej to, dlatego mam nadzieję, że będzie robiła to dalej. 

Jeśli chodzi o Gideona to, ja naprawdę nie wiem, co mam o nim myśleć. Z jednej strony przystojny i miły chłopak, po prostu ideał, a z drugiej niewychowany, bezczelny i zadufany w sobie chłoptaś, który nie wie czym są uczucia... A więc tak, takie mam o nim zdanie...

Bardzo polubiłam również ciotkę Maddy, która ma różne wizje i która, jako jedna z nielicznych osób w domu ma podobne podejście do Charlotty jak Gwen, a jak wiemy - bądź nie - ja nie przepadam za kuzynką bohaterki, zresztą jak pewnie większość osób, które polubiły Gwendolyn.

Ciekawostką jest jednak szyfr, który możemy rozwiązać na koniec drugiej części tej trylogii, ja już mam to za sobą i muszę przyznać, że świetnie się przy tym bawiłam mimo tego, że wymagało to ode mnie nie małej precyzji. Jeśli jesteście zainteresowani co autorka ukryła pod tymi znakami, musicie jak najszybciej zapoznać się z trylogią czasu, bo tam jest podane jak trzeba rozwiązać ten zbitek liczb. Powodzenia!

32  6  7  1  51  20  11  1  62  16  1  5  191  15  3  2 
215   1   1   7   353    15    1    4    355     8     4     1
       98    8     3   1   158   10    4    2    264      2     6    3       


"Nie ufaj nikomu i niczemu. Nawet własnym uczuciom" ~ Błękit szafiru
  
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina:







Time to the truth - Kinga i recenzje

Time to the truth - Kinga i recenzje

Dziś mam dla Was, można powiedzieć, że młodziaka w blogosferze. Pomóżmy Kindze wtopić się w ten magiczny stan i odwiedźmy jej bloga ----> Kinga i recenzje


 
1. Wyobraź sobie... Nie możesz czytać książek, książki nigdy nie pojawiły się w naszym świecie i prawdopodobnie nigdy się nie ukażą, co byś robiła przez cały dzień, całe życie?

Trudno to sobie wyobrazić, bądź co bądź książki towarzyszą nam od zawsze i przez całe życie w różnych postaciach. Jeśli natomiast chodzi o ich brak to życie musiało by być strasznie nudne, i pewnie spędzałabym dużo czasu na oglądaniu filmów/seriali. W przerwach od czytania to własnie robię. Możliwe też, że częściej wychodziłabym z domu, ale to wielka niewiadoma.
2. Czy wyobrażasz sobie siebie piszącą książkę? Jeśli tak, jakiego typu tytuły byś tworzyła?

Jeśli mam być szczera to nie do końca. Mam problemy z ortografią i tendencje do szybkiego rezygnowania, poddawania się więc...

3. Jeśli książki mogłyby skakać z mosty, jakim tytułom pomogłabyś podjąć decyzję? 

Oj nie, lepiej żeby tego nie robiły. Lepiej nie marnować książek i nie zaśmiecać środowiska. A tak serio to książki są różne i jeśli mi się osobiście nie podoba konkretna pozycja ktoś może mieć na odwrót , wiec nie można od razu skazywać jej na straty i śmierć... A jeśli mam już mówić za jaką książką nie przepadam ( lecz nie pomagam skoczyć) to np. "Real" Katy Evans. Osobiście nie mam nic do erotyków, jednak jeśli w książce praktycznie w każdym zdaniu pojawia się słowo seks bądź innego typu podteksty i nie ma prawie mowy o czym innym to dla mnie lekka przesada...

4. Jak w twoim wykonaniu wygląda produktywny dzień? Ile czasu potrzebujesz na stworzenie posta/filmu? Jak wygląda proces tworzenia?

Produktywny dzień to przeczytanie całej książki. Często mi się to zdarza, jak już mnie coś pochłonie to potrafię siedzieć do samego końca. Co spotyka się z częstymi komentarzami, że po co kupować książkę na jeden dzień zamiast wypożyczyć z biblioteki. Ale zwykli ludzie nigdy nie zrozumieją... :D
Jeśli chodzi o pisanie postów nie mam określonego czasu. Jak widać na moim blogu często są przestoje. Do mnie musi to przyjść samo. Musze mieć dobry dzień i musi mnie najść chęć napisania i podzielenia się czymś. Częściej już opowiadam komuś o książkach niż pisze recenzje szczerze powiedziawszy. 

5. Czy zakładając bloga/kanał brałaś pod uwagę możliwość rozpoczęcie współpracy z wydawnictwem/portalem?

Chciałabym i myślałam o tym, ale do tego to myślę mi jeszcze daleko jeśli wogóle kiedykolwiek. 

6. Jakie to uczucie być książkoholikiem?

Uczucie świetne. Moment czytania i zagłębienia sie w inny świat w różne sytuacje życiowe pozwala zająć czymś głowę i odciąć sie od tej naszej monotonności. 

7. Czy gdybyś miała/miał możliwość podjęcia jeszcze raz decyzji, to założyłabyś ponownie bloga/kanał czy skupiła się na czymś innym?

Ciężko powiedzieć. Pierwszy zapał i pierwsze momenty były najlepsze, potem trochę straciłam wiarę, stwierdziłam, że tyle jest tych blogów i czy jest sens. Jednak zawsze warto próbować i nie żałuję i jak na razie zostawiam go tak jak jest, może najdzie mnie kiedyś na jakieś zmiany, kto wie...  

8. Jeśli miałabyś możliwość wylądowania w jakieś książce, co to byłby za tytuł? Dlaczego?

Trochę polecimy w fantazje i w niemożliwe, ale chciałabym wylądować w "Klątwie Tygrysa". Jest to jedna z moim ulubionych serii, lubię również dzikie zwierzęta, podoba mi się myśl, że mogłabym mieć z nimi bliższy kontakt a jeszcze jakby mi się w przystojniaka zamienił to w ogóle bajka. Może kiedyś w prawdziwym życiu uda mi się mieć kontakt z tego typu zwierzętami (dużymi kotami), ale książka to jednak książka.

9. Masz jakiś ulubiony cytat?

Na pewno wiele, ale nie mam w zwyczaju zapisywaniu sobie ich więc dam jako przykład właśnie z "Klątwy Tygrysa" :

"Klucz do szczęścia to starać się wykorzystać to, co przyniesie los, i być za to wdzięcznym."

10. Jednym słowem określ czym jest dla ciebie czytanie.

Tak jak wyżej. Zapomnienie/zatracenie. A więcej odskocznia, poprawa humoru i po prostu poznawanie świata i różnych sytuacji.
#65 Zła Julia

#65 Zła Julia


"Zła Julia" ~ Leisa Rayven

Jest to drugi tom z serii Starcrossed, jeśli nie czytaliście pierwszego to zapraszam na recenzję "Złego Romeo"

Cassie, świetna aktorka, która od zakończenia studiów nie ma problemów ze znalezieniem pracy, rozchwytywana przez reżyserów dziewczyna, która kocha to, co robi.
Ethan, trudny chłopak z niesamowitym talentem do gry w teatrze, tak samo jak Cassie pożądany przez wielu twórców.
Tworzą idealną parę na scenie, ale w życiu bywało między nimi różnie...
Uczucie, które jest między nimi nie raz zniszczyło to kim tak naprawdę byli... Uczyło ich co to znaczy kochać...
Pokonując własne słabości dotarli w odpowiednie miejsce... Tylko czy wspólny spektakl zbliży ich do siebie? Czy spowoduje jeszcze większość nienawiść? Czy Cassie może jeszcze bardziej mieć dość Ethana?
Przecież czasem sama miłość nie wystarcza...

Musiałam przeczytać kontynuację tej serii. Nie mogłam zostać obojętna względem historii Cassie i Ethana. Wciągnęłam się w nią i wiedziałam, że jest to coś, do czego będę w przyszłości wracała nie raz, a wiele razy. 

Ponownie wciągnęłam się niemiłosiernie w fabułę, potrafiłam w ciągu niecałych siedmiu godzin przeczytać około 300 stron książki, a to jednak nie dzieje się u mnie zbyt często. Muszę przyznać, że wtopiłam się w tę historię tak bardzo, że nie byłam w stanie odłożyć jej po przeczytaniu jedynie jednego czy dwóch rozdziałów. Wciąż było mi mało. 

Odniosłam wrażenie, że w tej części było więcej opisu uczuć głównych bohaterów, co bardzo mi się podobało. Praktycznie w każdym momencie wiedziałam jakie emocje targają postaciami. Wiele z nich znałam z życia prywatnego i kilka razy miałam szklanki w oczach, gdyż czytając o przeżyciach Cassie i Ethana, wspominałam własną przeszłość. 

Bardzo podobała mi się prawdziwość tej fabuły. Historia jest opisana tak, że po prostu w nią uwierzyłam. Wiedziałam, że wiele ludzi na świecie przechodziło lub może przejść podobną sytuację. Szczerze? Nie wiem czy sama nie zdecydowałabym się jej przeżyć, jeśli wyglądałaby tak samo jak na kartkach.

Uwielbiam również zmianę charakterów bohaterów, która opisywana była od pierwszych stron tej historii. Autorka musiała poświęcić temu wiele czasu, ale efekt jest nieziemski.

Budowa akcji jest taka sama jak w poprzedniej części. Podzielona na czas obecny i przeszłość, które przeplatają się naprzemiennie.  Czasami mi to przeszkadzało, gdyż nie byłam w stanie się wciągnąć w fabułę, ale po kilku rozdziałach przywykłam do tego i nie sprawiało mi to już żadnego problemu.

Oczywiście tak jak i przy poprzednim tomie czułam się dość niezręcznie, gdy dochodziło do scen erotycznych między bohaterami - a działo się to często. Miałam wrażenie jakbym ich podglądała, ale sądzę, że to wynika przede wszystkim z mojego charakteru.
Pod żadnym względem sceny te nie są brutalne czy zniechęcające, dlatego ich przeczytanie nie sprawia większych trudności. 

Jest jeszcze jedna rzecz, która średnio mi się podoba, ale jest to kwestia wydania "Złej Julii". Nawiązuję tutaj do tej samej okładki i praktycznie tego samego tytułu, co w pierwszej części. 
Zdaję sobie, że jest to ogromne nawiązanie do fabuły, lecz sądzę, że mimo wszystko okładka mogłaby być inna.

Gdybym miała porównać "Złego Romeo" do "Złej Julii" musiałabym przyznać, co samo mnie zaskoczyło, że drugi tom jest odrobinę lepszy niż pierwszy. I nie mogę się już doczekać kolejnego tomu z tej serii.


"Pomimo swojej ogromnej siły serce jest kruche jak skorupka jajka. Czasem wystarczy, by ktoś niemal przez ciebie skreślony wyznał ci miłość, a ona rozbija się i otwiera." ~ Zła Julia
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Redakcji Papierowy Pies:


Time to the truth - Czytam, piszę, recenzuję, polecam

Time to the truth - Czytam, piszę, recenzuję, polecam

Hej! Po krótkiej przerwie wracam do kolejnych postów z serii Time to the truth! A już niebawem niespodzianka z udziałem autorów polskich książek! Dziś bliżej poznamy Polę z bloga Czytam, piszę, recenzuję, polecam :)




1.       Wyobraź sobie... Nie możesz czytać książek, książki nigdy nie pojawiły się w naszym świecie i prawdopodobnie nigdy się nie ukażą, co byś robił/robiła przez cały dzień, całe życie?
Jedyny plus tej sytuacji byłby taki, że nie miałabym czego żałować. Ale prawda jest taka, że nie wiem, co bym robiła, bo czytanie w dużym stopniu ukształtowało mój charakter, moje zainteresowania, a nawet moje plany na przyszłość. Oczywiście oglądałabym seriale, pisała, spotykała się ze znajomymi, ale to robię już w „naszej” rzeczywistości :D

 2.      Czy wyobrażasz sobie siebie piszącą książkę? Jeśli tak, jakiego typu tytuły byś tworzył/tworzyła?

Wyobrażać sobie wyobrażam, nawet planowałam to przez jakiś czas, ale smutna prawda jest taka, że nie mam w sobie tej cierpliwości niezbędnej pisarzom. Za szybko się poddaje, do głowy wpadają mi inne pomysły, a mój komputer jest zapełniony maksymalnie 5-rozdziałowymi historiami. Ale tutaj na pomoc przychodzi wyobraźnia – widzę siebię z głową pełną pomysłów, cudną okładkę mojej powieści (o tematyce przygodowej, może fantastycznej, na pewno nie romantycznej, nie za bardzo umiem się w to bawić)... :D

 3.       Jeśli książki mogłyby skakać z mostu, jakim tytułom pomogłabyś podjąć decyzję?

Zacznę może od tego, że bardzo, ale tak naprawdę bardzo nie lubie źle oceniać książek. Mam przez to wrażenie, że nie doceniam pracy autora, a do tego muszę pamiętać, że gusta są różne. Dodatkowo, zwykle mam szczęście co do powieści, po które sięgam na chybił-trafił i jakimś cudem omijam te...powiedzmy, niepasujące mi :D Ale od każdej reguły musi być wyjątek i czas go Wam przedstawić – „Xanth”. Żałosna, nieudolna opowiastka o żałosnym, nieudolnym bohaterze, który z całego serca próbuje być „zabawny” i „dorosły”, ale przypomina nam pięcioletniego chłopca, który chce zaimponować kolegom i rzuca sprośne, nieśmieszne żarty co drugie zdanie. Podsumowując, nawet nie „pomogłabym” tej książce skoczyć z mostu – ja z wielkim bananem na twarzy bym ją zepchnęła.

 4.      Jak w twoim wykonaniu wygląda produktywny dzień? Ile czasu potrzebujesz na stworzenie posta/filmu? Jak wygląda proces tworzenia?

Produktywny dzień...Zacznijmy od tego, że nigdy nie wiem kiedy nadejdzie i co zwiastuje jego przybycie. Po prostu siadam do laptopa i okazuje się, że głowę mam pełną pomysłów, a recenzje piszę w dziesięć minut (a i tak wychodzą lepiej od tych, z którymi męczę sie godzinę, eh).
Stworzenie posta (bo filmów jeszcze nie ogarniam :D) nigdy nie zabiera określonej, stałej ilości czasu. Recenzje obejmują m.in. wyszukiwanie wszystkich potrzebnych informacji, robienie zdjęć czy przygotowywanie grafik, czyli je średnio tworzę w tyle samo godzin. Co do postów okołoksiążkowych, reguły nie mam nigdy. Tematyka, morał, który chcę przekazać...Wszystko to opiera się na jednym wielkim ZALEŻY :D
A co do procesu tworzenia, po prostu siadam i piszę. Próbowałam kiedyś mieć taki notes blogowy, żeby wszystko w nim zapisywać, ale poddałam się po tygodniu i do tej pory uważam, że takie rozwiązanie jest po prostu nie dla mnie.

5. Czy zakładając bloga/kanał brałaś/brałeś pod uwagę możliwość rozpoczęcia współpracy z wydawnictwem/portalem?

Jeju, założyłam mojego bloga prawie 2 lata temu, a wydaje się, jakby to było kilka miesięcy...Nadal pamiętam tamten dzień, niepewność, czy w ogóle warto, wątpliwości, jak powinien wyglądać pierwszy post, wiarę, że się uda. Co do pytania, planowałam prowadzić mój zakątek w internecie przynajmniej rok, a potem zacząć się odzywać do różnych wydawnictw. Na dzień dzisiejszy mam za sobą kilka współprac i jeden BookTour i z czystym sercem mogę powiedzieć, że nie wszystko układa się tak, jak sobie to zaplanowałam na początku, ale jestem maksymalnie zadowolona. A najlepsze, że jeszcze tyle przede mną! <3

6. Jakie to uczucie być książkoholikiem?

Wspaniałe. Cudowne. Warte tych wszystkich łez po skończeniu ostatniego tomu, wydanych pieniędzy, kaca książkowego...Książki towarzyszą ci każdego dnia, w zwykłej codzienności, pomagają, uczą, zmieniają. Poznajesz dzięki nim świetnych ludzi, a oni z kolei zapoznają Cię z innymi wspaniałymi lekturami. Eventy, spotkania, targi, ta pozytywna, zaczytana energia, która nie może się  równać z niczym innym. Ból pleców, kiedy przynosisz do domu 9 nowych książek. Zapah każdej z nich. Obietnice okładek, recenzji, każda pozycja to nowa możliwość, nowy świat. W skrócie? Kocham.

7. Czy gdybyś miała/miał możliwość podjęcia jeszcze raz decyzji, to założyłabyś ponownie bloga/kanał czy skupiła/skupił się na czymś innym?

Okej, w sumie mogę to przyznać – na początku nie było łatwo. Ale czy powinnam się temu dziwić? Znajdywanie nowych czytelników i przyzwyczajanie się do „postowej rutyny” stanowiło dla mnie wyzwanie, ale teraz wiem, że inaczej być nie mogło. A już napewno jestem przekonana, że za nic nie oddałabym tego uczucia satysfakcji po płynnie napisanej recenzji, radości po przeczytaniu każdego komentarza, małego zwycięstwa po każdym kolejnym Obserwatorze, świętowania po pierwszej propozycji współpracy...Teraz blog jest tak stałą i oczywistą częścią mojego życia, że już podczas czytania zastanawiam się, jak ubrać w słowa to, co myślę o danej postaci, rozdziale czy wątku. W skrócie? Zdecydowanie założyłabym go ponownie i nie zmieniłabym w nim nawet jednej literki!

8. Jeśli miałabyś/miałbyś możliwość wylądowania w jakieś książce, co to byłby za tytuł? Dlaczego?

Wydaje mi się, że mimo wszystko, mimo, że brzmi to tak stereotypowo, wybrałabym „Harry’ego Pottera”. Pewnie już pierwszego dnia umarłabym na eliksirach i ogólnie byłoby ciężko nauczyć się angielskiego w tak ekspresowym tempie, ale przyznajcie się – kto w 11 urodziny nie czekał do 23:59 w nadziei, że jego sowa po prostu się zgubiła lub coś ją zatrzymało?

9. Masz jakiś ulubiony cytat?

Wydaje mi się, że tak, a do tego jest to niezbyt śmieszna ironia. Pochodzi on z „Jesteś cudem” Reginy Brett, czyli pozycji, którą odradzam wszystkim na około. Jedyny plus tej sytuacji jest taki, że został on wspomniany jedynie raz, a do tego jako motto przyjaciółki autorki. Nie mów „będzie dobrze”, ale „jest dobrze”. Motywujący, nie za głęboki (nie trafiają do mnie cytaty w stylu „Życie jest jak...”), pasujący do każdej sytuacji. I jaki optymistyczny!

10. Jednym słowem określ czym jest dla ciebie czytanie.

Ucieczko-rozrywko-hobby-przyjemnościo-nałogiem. Można? (Nie, nie można) Można!

~~

Ode mnie to już wszystko. Bardzo dziękuję Autorce bloga za możliwość odpowiedzenia na te kreatywne pytania, bo sama dowiedziałam się o sobie kilku ciekawych faktów :D Dodatkowo dziękuję także Wam, Czytelnikom, za to, że jesteście. I nieważne jak bardzo sztampowo to brzmi, taka jest prawda <3

#64 Miłość która przełamała świat

#64 Miłość która przełamała świat


"Miłość która przełamała świat" ~ Emily Henry

Natalie, nastolatka mieszkająca w Kentucky wraz ze swoją rodziną. W tym roku kończy szkołę, co powoduje u niej niemały stres związany z rozpoczęciem nowego etapu w życiu. Każdy dzień mija jak poprzedni, aż do momentu pojawienia się dziwnych zjawisk, które z początku wydają się być jedynie halucynacjami. Jak się okazuje nie pierwszymi w życiu Natalie...
Miejsca, które tak dobrze znała, zmieniają się w mgnieniu oka. Plac szkoły nagle otoczony jest wielkim lasem, w środku którego żyją bizony... Czy to nie przypadkiem jakiś sen?
Bohaterka powinna czuć się zdezorientowana, a to, co widzi strasznie ją interesuje, na tyle, aby zatopić się w tym, co ryzykowne.

Odwiedza ją zjawa, duch, czymkolwiek jest to coś, bohaterka nazywa ją Babcią. Kobieta opowiada jej wiele historii, które są dla Natalie niełatwą zagadką. Największą z nich, okazuje się jednak to, że musi kogoś uratować, ale nie wie komu grozi niebezpieczeństwo.

Spotyka przystojnego, wysportowanego chłopaka - Beau. I mimo swojej wcześniejszej miłości, nie jest w stanie oprzeć się urokom nowo poznanego.
Nagle świat Natalie zmienia się o 180 stopni, a to co widzi zaprzecza temu, czego się uczyła...

Zainteresowałam się tym tytułem, ze względu na dość nietypową fabułę. Nie często spotykam się z taką historią. Byłam ciekawa, jak autorka poradziła sobie z tak wielkim wyzwaniem, jakim jest opisanie zjawisk paranormalnych. 
Zdaję sobie sprawę, że było to dla niej nie lada wyzwanie, ze względu na ilość informacji naukowych zawartych w treści książki, których stworzenie na pewno zajęło autorce bardzo dużo czasu.

Muszę jednak przyznać, że dla zwykłego czytelnika, jakim jestem, czasami wydawało się to trudne do zniesienia. Odnosiłam wrażenie, że tych nowin jest za dużo. Zaczynała boleć mnie głowa od wszystkich filozoficzno-fizycznych rzeczy, które napełniały mój mózg, który i tak był już maksymalnie zapełniony przez zajęcia w szkole.
Natomiast uważam, że dla osób, które naprawdę interesują się zjawiskami paranormalnymi, fizyką, filozofią, hipnotyzacją, po prostu tym innym światem, ta książka może okazać się nie tylko odskocznią od rzeczywistości jak i bardzo dobrym źródłem informacji na wyżej wymienione tematy.

Kiedy zaczynałam czytać tę historię, muszę przyznać, że dość trudno było mi się w nią wgryźć. Lecz z każdym kolejnym rozdziałem, szło mi coraz lepiej. 
Mimo wszystko była to jedna z trudniejszych do przebrnięcia książek, jakie udało mi się przeczytać w tym roku. 

Pomimo tego, że nie jestem fanką fizyki, muszę przyznać, że teoria dwóch równoległych światów bardzo mnie intryguję. Zastanawiam się często czy gdzieś tam daleko ode mnie żyje może mój sobowtór. Ciekawi mnie czy jego jest on podobny do mnie czy wręcz przeciwnie. 

"Miłość która przełamała świat" w pewien sposób odpowiada mi na te pytania, ukazuje rzeczy, których byłam ciekawa i sprawia, że szukam coraz więcej informacji na ten temat. Można powiedzieć, że przez ostatnie dni żyłam w wirtualnym świecie, próbując odkryć czy aby na pewno ten "inny" świat istnieje. 

Co do bohaterów... Muszę przyznać, że wydawali mi się oni trochę niedopracowani. Tak jakby autorka skupiła najwięcej uwagi na prawidłowości informacji zawartych w książce. Miałam wrażenie jakby to było jej głównym celem. Stworzenie naukowej historii, której bohaterowie byliby jedynie tłem. Nie podobało mi się. Inni mogą mieć przeciwne zdanie do mojego, ale wiele wynika z naszego charakteru, zainteresowań jak i wiary w pewne zjawiska. 

Kilka wydarzeń z tego tytułu udało mi się przewidzieć lub w jakiś stopniu domyślić się co postacie mogą zrobić. Byłam mile zaskoczona, kiedy niektóre moje przypuszczenia się nie sprawdzały. Pomimo wszystkiego uważam, że zakończenie książki jest naprawdę genialne i właśnie dla niego, kiedyś wrócę do tej historii. Może wtedy ocenię tę książkę wyżej, może bardziej docenię naukę, w niej zawartą. Na dzień dzisiejszy jest ona dla mnie przeciętna.

Gdyby książka zawierała trochę mniej opisów wszystkich halucynacji, sposobów dojścia do przyczyny tych wszystkich rzeczy, to może oceniłabym ją wyżej. 
Jeśli jednak jesteście fanami tego typu historii to uważam, że "Miłość która przełamała świat" jest dla was odpowiednią książką. Zapoznajcie się z nią i sami wyraźcie swoją opinię.


"Chcąc być sobą, zostaniesz odepchnięta przez wielu. Ale chcąc spełnić oczekiwania innych, odepchniesz sama siebie." ~ Miłość która przełamała świat


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Redakcji Papierowe Motyle:
  


#63 Jak pokochać freaka

#63 Jak pokochać freaka


Jak pokochać freaka ~ Rebekah Crane

Zander, nastoletnia dziewczyna nie mogąca poradzić sobie z nieprzyjemną przeszłością dotyczącą jej życia. Chce tylko jednego- świętego spokoju. Chce usiąść w swoim pokoju, na swoim łóżku i nie myśleć o niczym. Chce zostać w swojej głowie, bo tylko tam czuje się bezpieczna. Jej rodzice jednak nie rozumieją jej potrzeb, dlatego postanawiają wysłać ją na letni obóz dla nastolatków takich jak ona. Z zaburzeniami. Zander ma inne zdanie na ten temat. Uważa, że tam nie pasuje.

Gdy poznaje swoje współlokatorki w głowie ma tylko jedną myśl "uciekaj", ale jak ma to zrobić skoro przekraczając bramę będzie czuła się jeszcze gorzej niż po stronie, gdzie się znajduje. 
Jednak bliższe poznanie kilku osób odmienia jej pogląd na cały obóz, to dzięki nim jest w stanie przeżyć w tym miejscu, a nawet pogodzić się z własną przeszłością...

Cassie, jedna z dziewczyn dzieląca domek z główną bohaterką, podejrzenie anoreksji.
Bek, zawodowy kłamca.
Grover, przyszły schizofrenik, ale mimo to uroczy i interesujący chłopak, który nie jest w stanie rozstać się ze swoim notesem jak i statystyką.

To co na początku wydawało się dziwne dla Zander i jej przyjaciół nagle staje się normalne. Wspólne wymykanie się z domków nie sprawia już żadnych kłopotów, a wspólnie spędzony czas zbliża do siebie jeszcze bardziej. Otwierają się przed sobą... I pokazują, kim tak naprawdę są...

Pierwsza moja myśl, gdy przeczytałam tę książkę? Lekka, przyjemna w czytaniu historia na wakacje. Idealna dla osób 16-18 lat, a nawet trochę starszych. Poruszająca opowieść o przyjaźni, miłości i problemach. Wszystkim tym, z czym mamy do czynienia w życiu codziennym.

Gdy zobaczyłam zapowiedź tego tytułu od razu zabrałam się za czytanie opisu. Po zapoznaniu się z nim stwierdziłam, że to mogłaby być idealna odskocznia od dość trudnej - pod względem tematyki - literatury, przez którą w ostatnim czasie się przebijałam. I muszę przyznać, że właśnie taka była.

Styl pisania autorki jest naprawdę genialny. Język jest prosty, mimo zawartych w fabule słówek i zdań z języka francuskiego, - którego od urodzenia chciałam się nauczyć, ale nigdy nie było mi dane - oczywiście przetłumaczonych. Lekkość jaką posługuje się Pani Rebekah mnie zaskoczyła, przez rozdziały się płynęło. Dosłownie. Ich długość nie była ani krótka ani niekończąca się. Można by powiedzieć, że w sam raz. Oczywiście niektóre czytało się zbyt szybko, inne wymagały trochę więcej czasu, ale przez całą przygodę z książką nie czułam, aby fabuła się dłużyła.

Jedynym czego nie rozumiałam był fakt, iż nigdy nie mogłam jakoś zabrać się do tej książki. Często myślałam, że chcę poczytać, ale nagle rezygnowałam, bo wiedziałam co czytam, ale gdy już się przemogłam to odkładam książkę dopiero po przeczytaniu ponad 100 stron. I tak właśnie ten tytuł miałam zaledwie 3 razy w rękach podczas czytania. 

Gdy zaczęłam swoją przygodę z "Jak pokochać freaka" pierwsze na co zwróciłam uwagę to jej grubość. Naprawdę dawno nie spotkałam się z tym, aby książka była tak cienka. Zawiera ona niecałe 300 stron i można by powiedzieć, że to nie jest wcale tak mało, ale dzięki grubości papieru mam wrażenie jakby ta książka miała zaledwie 200 stron. 

Kolejnym plusem była nie idealność, pokazywanie ludzi, nastolatków z ich problemami, które zdarzają się w prawdziwym świecie coraz częściej. Odebrałam to jako apel o otworzenie oczu i rozejrzenie się, czy aby na pewno w naszym otoczeniu nie ma takich osób. Osób, które potrzebują pomocy, ale wstydzą się o nią poprosić. 
Podobał mi się również humor zawarty w książce, który pojawiał się w wielu momentach, zaskakując i rozładowując napiętą atmosferę panującą wśród bohaterów. 

Byłam również mile zaskoczona ilością bardzo życiowych cytatów, które skłaniały do refleksji nie tylko mnie, ale również innych czytelników. Chciałabym czytać coraz więcej tak wartościowych książek, jaką okazała się być "Jak pokochać freaka".


" Niełatwo jest szukać czegoś, co zgubiliśmy. Zwłaszcza wtedy, gdy sami też musimy się odnaleźć." ~ Jak pokochać freaka
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Redakcji Papierowy Pies:



#62 Dawka życia

#62 Dawka życia


"Dawka życia" ~ Lizzie Enfield

KIEDY JEDNA DECYZJA ZMIENIA WSZYSTKO...

Isobel, oddana matka trójki idealnych dzieci, kochająca żona i niegdyś najlepsza przyjaciółka... Ale czasy się zmieniają, kiedy nadchodzi czas podejmowania własnych decyzji. Kiedy urodziła Gabrielę musiała zadecydować, czy ją zaszczepić - co narażało by ją na autyzm. Nie jedna matka postąpiłaby jak ona. Przecież chciała tylko uchronić swoje dziecko od choroby na całe życie... Nie sądziła, że narazi na nią kogoś innego...
Ben, przyjaciel Isobel, ojciec maleńkiej Iris, która stała się dla niego - pomimo niechęci do dzieci - oczkiem w głowie. Niczego więcej nie chciał jak tego, aby jego córka była idealna... Gdy okazało się, że maleńka dziewczynka zaraziła się od Gabrieli odrą, życie Bena i jego partnerki legło w gruzach. Mimo powrotu do zdrowia, Iris straciła słuch, bezpowrotnie. Jak poradzą sobie z tym rodzice, którzy nie wyobrażają sobie życia bez dźwięków?  On jest nauczycielem aktorstwa, a ona nie widzi siebie bez instrumentu i muzyki. 
Cała sytuacja odbije się nie tylko na tych dwóch rodzinach... Lecz na całej paczce, wcześniej tak dobrze dogadujących się przyjaciół...


Zwróciłam uwagę na tę książkę przede wszystkim ze względu na opis. Wydawał mi się on być oryginalny, no bo jak często spotykamy się z tego typu fabułą? U mnie jest to pierwsze podejście, ale wiecie co? Na pewno nie ostatnie. Mogłam również podejść do tej sprawy z większym zainteresowaniem, gdyż skupia się ona w pewnym kontekście na medycynie, a ja planuję związać z nią swoją przyszłość.

Polubiłam to, co się działo, bohaterów, ale przede wszystkim lekki styl pisania autorki, który zachęcał, aby przeczytać jeszcze jeden rozdział zanim pójdzie się spać. Dodatkowym plusem było to, że rozdziały były krótkie, dlatego tym bardziej czytało się coraz więcej, mając w głowie "ten też na pewno będzie krótki".

Jednak z pozoru lekka i przyjemna w czytaniu lektura może okazać się dla niektórych dość ciężkim przeżyciem. Jest to historia, która łapie za serce i skłania do przemyśleń, szczególnie młode matki, lub kobiety, które planują być nimi w przyszłości. Książka pokazuje nam wiele możliwości jakimi my - kobiety -  możemy kierować się w okresie macierzyństwa. Są one przeróżne. Niektóre sama chciałabym zastosować, a inne niekoniecznie. Wszystko jest zależne od tego jak same zostałyśmy wychowane. Podobało mi się również to, iż fabuła nie zawiera tylko jednego rodzaju porad, ale stawia na różnorodność oraz podejmowanie własnych decyzji.

Nie jest to typowa powieść obyczajowa. Nie jest banalna. Ma w sobie coś więcej niż pierwsze lepsze opowiadanie. Porusza trudne tematy, z którymi boryka się nie jedna współczesna rodzina.
Chyba właśnie to lubię w książkach najbardziej, kiedy spotykam coś, o czym w prawdziwym życiu mało się mówi, coś co sprawia, że poznajemy świat lepiej, coś, dzięki czemu mamy okazję zobaczyć jak inni - dotknięci bólem - postrzegają otoczenie.

Dość szczegółowo zostały również opisane relacje między przyjaciółmi, jak i w rodzinie. Pokazywanie jak było kiedyś, a jak jest dziś, co przetrwało, a co musiało się skończyć, aby coś nowego się zaczęło. Jednak było coś, co niekoniecznie przypadło mi do gustu. Moim zdaniem autorka przekładała swoją teorię na wiele tematów zawartych w książce, i o ile zazwyczaj dawała możliwość wyboru - wprowadzając dwie możliwości, o które często spierali się bohaterowie - tak w przypadku przyjaźni damsko-męskiej określiła swoje stanowisko, narzucając je fabule książki.

Jednakże jedną z głównych rzeczy, które najbardziej spodobały mi się w "Dawce życia" jest sposób podzielenia historii na dwie perspektywy. Część Isobel, kobiety, która powinna być winna głuchoty Iris oraz część Bena, ojca pokrzywdzonej dziewczynki. Przeplatające się rozdziały pozwalały poznać racje obu stron i podjąć decyzję, za którą z nich się opowiemy.

"Czasami łudzimy się, że mamy tajemnice, a potem odkrywamy, że wszyscy wokół wiedzieli o nich od początku" ~ Dawka życia

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Redakcji Papierowy Pies:




#61 Skazani na sukces

#61 Skazani na sukces


"Skazani na sukces" ~ Jennifer Echols

Jest to trzeci tom z serii Niezwykli, dlatego jeśli jesteście zainteresowani to odsyłam Was do poprzednich tomów. 1. "Flirt roku" 2. "Para idealna"

Kaye, jedna z trzech najlepszych przyjaciółek, można by powiedzieć, że to ta najbardziej zorganizowana, planująca swoją przyszłość co do minuty. Jej stanowisko w szkole pasuje do niej idealnie. Wiceprzewodnicząca samorządu - i cheerleaderka w jednym - oraz jej chłopak - Aidan - przewodniczący samorządu. Czy to nie idealne połączenie? 
Wszystko zaplanowane... Przyszłość tej dwójki zaplanowana jest już od kilku lat. Najpierw studia, praca i dzieci a potem? Miłość do grobowej deski...
Sawyer, maskotka szkoły, kolega z klasy, niemający dość dobrej opinii wśród uczniów przez przeszłość jednego z rodziców. z Kaye różnią się diametralnie. A jednak coś między nimi jest, ale tak właściwie oboje nie potrafią tego zdefiniować...
Tacy inni a jednak tacy sami. Coś spowoduje, iż ta dwójka spojrzy na siebie o sekundę dłużej i tyle wystarczy, aby coś się zaczęło...


Nie mogłam doczekać się przeczytania tej książki, gdyż polubiłam wszystkie przyjaciółki z serii Niezwykli. Byłam ciekawa jak potoczą się losy Kaye oraz osób z jej bliższego otoczenia. Muszę przyznać, że jestem zadowolona z zakończenia, bardzo miło mi się je czytało. 

Pomijając przepiękna oprawę, każdej z części, przyznaję, że wnętrze jest równie piękne i zachwycające. Nie jest to typowa książka dla nastolatek opowiadająca jedynie o miłości. Ma ona w sobie coś więcej. Potrafi chwycić za serce, spowodować wstrzymanie procesu oddychania - przez bardzo długi czas. Kryje w sobie coś, czego nie widać na pierwszy rzut oka. Wnętrze trzeba odkryć samemu. 

Jedynym minusem było dla mnie to, iż pomimo lekkiego stylu pisania - co jest ewidentnie atutem autorki - był fakt, iż z początku trudno było mi się wciągnąć w fabułę. Mogło być to spowodowane kilku miesięcznym odstępem czytelniczym pomiędzy tomami, ale gdy przebrnęłam przez parę pierwszych rozdziałów, dalszy ciąg nie pozwalał mi odłożyć jej nawet na chwilę.

Przewidziałam wiele wątków, ale nie zepsuło mi to uciechy z czytania. Czasem naprawdę fajnie jest domyślać się biegu zdarzeń w książce, dlatego nie przeszkadzał mi fakt, iż domyślałam się pewnych zdarzeń. 

Mocno zżyłam się z bohaterami tej serii. Nie mogę wyobrazić sobie tego, iż nie ma ich dalej, że nie poznam co będzie dalej, jak potoczyły się ich losy... Choć wiem, że w każdej chwili mogę do nich wrócić, czytając ponownie którykolwiek tom, ale wszyscy wiemy, że to nie to samo, co czytać historię po raz pierwszy.

Bardzo polubiłam również to, iż cała seria kręciła się cały czas wokół tych samych ludzi. Wciąż przewijały się te same imiona, ci sami bohaterowie, których - mimo braku ich perspektywy - mogłam poznawać coraz lepiej. 

Byłam, wciąż jestem, jednak zaskoczona tym, że książka jest skierowana do osób w wieku 15+, moim zdaniem jest to jednak troszkę za niska ilość lat, aby zacząć przygodę z tą serią. Występują tutaj nieliczne przekleństwa, jak i sceny, które raczej nie są skierowane dla takich odbiorców, dlatego - według mnie - książka powinna mieć ogranicznik wiekowy przynajmniej 16+ lub nawet 17+.

Jeśli czytaliście poprzednie tomy zachęcam do dokończenia cyklu lub jeśli jesteście tutaj przypadkiem i nie zwróciliście uwag na to, iż jest to ostatni tom zapraszam Was do przeczytania poprzednich, gdyż są one równie wciągające jak ten tytuł.

"Skazani na sukces" to opowieść na kilka nieprzespanych nocy lub jeden deszczowy deszcz ze szklanką gorącej herbaty lub kawy.

"Możesz walczyć, pracować i zmagać się z przeciwnościami, by zrealizować swoje marzenia. A wystarczy jeden zły ruch i wszystko to pójdzie na marne." ~ Skazani na sukces


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Portalowi Papierowy Pies:




#4 Muzyczny kącik

#4 Muzyczny kącik

Tak tak... Zdaję sobie sprawę, że tego rodzaju posta też dawno nie było, ale to przez to, iż słuchałam praktycznie tych samych piosenek i nie było czym się chwalić.
Teraz, kiedy minęło kilka miesięcy jestem w stanie powiedzieć, że odkryłam nowe piosenki oraz mam kilka nowości, które słucham dość często.
W wakacje głównie słuchamy muzyki. Jednak muszę przyznać, że ja dość rzadko to robiłam, gdyż dość często rozpraszałam się przy czytaniu książek, a to przeważnie robię w wolnym czasie. Jedyne przy czym byłam w stanie czytać to piosenki uspokajające, wszystko poniżej ;)
Dajcie znać czy czegoś Wy słuchacie i podlinkujcie mi wasze ulubione hity ;)


Coś do idealnego do czytania...





To moja ulubiona piosenka miesiąca. Mogłabym jej słuchać na okrągło. Moi znajomi mają jej już dość, a ja wciąż odtwarzam ją na nowo ;)







W tych piosenkach zakochałam się od pierwszych nut... zdecydowanie trafiły do moich ulubionych.




Coś co z początku mnie odrzuciło a przy drugim spotkaniu oczarowało...




Kilka polskich tytułów...




No i zespół, który nie chce wyjść z mojej głowy od dłuższego czasu... Kilka piosenek, których tekst zapamiętam na długo...





Time to the truth - Świat widziany przez aparat

Time to the truth - Świat widziany przez aparat

Hej! Dziś możecie poznać trochę moją ukochaną przyjaciółkę Julkę, o której trochę słyszeliście już na moim blogu jak i kanale na YT. Jest ona fantastyczną fotografką jak i książkoholiczką. Dlatego jeśli uwielbiacie oglądać zdjęcia oraz czytać posty książkowe i filmowe to serdecznie zapraszam Was na jej blog <3 Świat widziany przez aparat!!!!!



1. Wyobraź sobie... Nie możesz czytać książek, książki nigdy nie pojawiły się w naszym świecie i prawdopodobnie nigdy się nie ukażą, co byś robiła przez cały dzień, całe życie?

Wydaje mi się że na pewno znalazłabym sobie jakieś zajęcie. Prawdę mówiąc  kiedyś nie lubiłam czytać dopiero odkąd zaczęłam oglądać Maję. K moja miłość do książek zaczęła rosnąć. Na pewno dałabym sobie jakoś radę, może bardziej skupiłabym się na śpiewaniu w zespole gdzie jestem wokalistką, a może poszłabym na jakiś kurs tańca i robiła coś w tym kierunku. Możliwe też, że mogłabym całe dnie spędzać w kuchni, jeśli moja mama by mnie do niej dopuściła. 

2. Czy wyobrażasz sobie siebie piszącą książkę? Jeśli tak, jakiego typu tytuły byś tworzyła?

Wydaje mi się, że nie umiałabym napisać książki, pewnie dlatego że jestem dość niecierpliwą osobą, a w mojej głowie jest za dużo pomysłów na raz, które chciałabym przelać na kartkę. 

 3. Jeśli książki mogłyby skakać z mosty, jakim tytułom pomogłabyś podjąć decyzję?

Czytając to pytanie tylko jedna książka przychodzi mi na myśl „Miles” Mileny Jaworskiej. Wydaje mi się, że jest to jedyna książka jaką do tej pory przeczytałam, która mi się tak bardzo nie spodobała. Nawet nie pamiętam do końca o co chodziło w całej  fabule tej lektury i bardzo się z tego cieszę.

4. Jak w twoim wykonaniu wygląda produktywny dzień? Ile czasu potrzebujesz na stworzenie posta/filmu? Jak wygląda proces tworzenia?

Na samym początku muszę mieć jakiś pomysł na post, zdjęcia, lub film. Kiedy już coś wpadnie mi do głowy siadam przed aparatem albo za nim i zaczynam tworzyć swoją historię. Później przychodzi czas na tekst, który nie przychodzi mi aż z taką trudnościom jakby mogło się wydawać, a nawet jeśli nie mam weny albo po prostu brakuje mi odpowiednich słów, wstaję od komputera, podchodzę do okna i spoglądam w otaczającą mnie przyrodę (mieszkam na wisi), więc jest jej tu naprawdę sporo. Kocham robić zdjęcia, które następnie trafiają na mojego bloga, a jeśli chodzi o filmy to owszem nagrywam je i montuję natomiast nigdy nie trafiają one do sieci, a to pewnie przez to, że jestem za bardzo wstydliwym człowiekiem. Czas tworzenia jest naprawdę różny może skończyć się na 2 godzinach, albo trwać nawet 3 dni. 

5. Czy zakładając bloga/kanał brałaś pod uwagę możliwość rozpoczęcie współpracy z wydawnictwem/portalem? 

Owszem myślałam o tym i jeśli dostałabym możliwość współpracy z jakimś wydawnictwem z radością bym się zgodziła. Niestety mój blog jest na samym dnie i na razie wolę nie myśleć o rzeczach niemożliwych. 
 
6. Jakie to uczucie być książkoholikiem? 

Nie wiem czy mogę nazwać się książkoholikem. Kocham czytać książki i naprawdę nie wyobrażam sobie życia bez czytania, ale czytam nieregularnie i w nieogromnych ilościach.


7. Czy gdybyś miała możliwość podjęcia jeszcze raz decyzji, to założyłabyś ponownie bloga/kanał czy skupiła się na czymś innym?

Oczywiście, że założyłabym bloga, bo tak naprawdę można wiele dzięki niemu zyskać i niewiele stracić .

8. Jeśli miałabyś możliwość wylądowania w jakieś książce, co to byłby za tytuł? Dlaczego?

„Porwana Pieśniarka” jest to książka, którą niedawno skończyłam czytać i oczarowała mnie od samego początku aż do samego końca, a bohaterka ani razu mnie nie zirytowała tak jak i żadna inna postać. Chciałabym bardziej zagłębić się w świat troli i poznać Cecile oraz Tristana, którzy są cudowni.

 9. Masz jakiś ulubiony cytat? 


„ A oto mój mały sekret: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. – Mały Książę 


10. Jednym słowem określ czym jest dla ciebie czytanie.

Naprawdę tylko jednym słowem ?? Ale no dobrze spróbuje. Wydaje mi się, że czytanie jest dla mnie ŻYCIEM.
Copyright © 2014 Time of book , Blogger