sobota, 25 marca 2017

#47 Silver, Trzecia księga snów.


"Silver. Trzecia księga snów" ~ Kerstin Gier

Jest to trzeci i zarazem ostatnio tom tej serii, dlatego jeśli nie rozpoczęliście z nią jeszcze swojej przygody, to zapraszam Was do zapoznania się z początkiem historii Liv, lub jeśli nie czytaliście kontynuacji zapraszam do drugiego tomu ;)

Umiejętność wkraczania w cudze sny z jednej strony ciekawi wszystkich, lecz z drugiej pokazuje grozę jaka może nastąpić w momencie, gdy trafi ona w niepowołane ręce. Kraina snów okazuje się być wytchnieniem od codzienności, ale również mnóstwem kłopotów za sprawą wciąż rosnącego w siłę Arthura, próbującego sprzymierzyć się z Anabel, która z kolei powraca do początku historii, przypominając bohaterom dlaczego wszyscy są teraz tu gdzie są. Secrecy nie obija się, wciąż dowiaduje się coraz więcej, posiada lepszych informatorów, zawsze znajduje się tam, gdzie coś się dzieje. I wciąż stara się ukrywać swoją tożsamość.
Liv, Henry i Grayson muszą stawić czoła swoim lękom i pokonać  największego wroga, aby wreszcie móc spokojnie zasnąć bez obawy, że ktoś zrobi im krzywdę w momencie, gdy są bezbronni. Do tego małe kłamstewka dziewczyny wcale nie przyniosą poprawy sytuacji, mogą ją nawet pogorszyć...

Kiedy otrzymałam paczkę od Wydawnictwa, nie było mowy na doczytanie książki, którą aktualnie czytałam. Odłożyłam ją na bok, aby móc powrócić do zaczarowanego świata Liv i jej przyjaciół, którzy przeżywali swoje życie nie tylko za dnia ale również w trakcie nocy.
Wyczekiwałam tego tomu jak niczego innego, byłam bardzo ciekawa jak potoczą się dalsze losy bohaterów, jednakże teraz, gdy już mam to za sobą żałuję, że zrobiłam to tak szybko. Nie wyobrażam sobie istnienia bez tych zakręconych ludzi i ich jeszcze bardziej pokręconych snów. Całym sercem jestem z tą serią i jest naprawdę smutno, gdy myślę, iż to już koniec tej historii.
"Silver" czyta się bardzo szybko, jest to zasługą dużych liter, ale przede wszystkim lekkim, młodzieżowym językiem, w jaki został napisany. Nie zawiera on niezrozumiałych słów, dlatego nawet młodsi czytelnicy nie powinni mieć problemów ze zrozumieniem fabuły.
Ozdobniki stron ponownie skradły moje serce, zresztą tak samo jak same okładki serii, które dzięki swoim kolorom przyciągają wzrok. Jednakże muszę, że ostatni tom powinien pozostać w oryginalnej barwie - srebrnej/siwej - gdyż bardziej pasowałby do tonacji i odcieni poprzednich opraw. Czerwony kolor jest dla mnie - tym razem - zbyt wyrazisty w porównaniu do poprzednich części.
Co do samej fabuły muszę przyznać, że z początku trudno było mi powrócić i wgłębić w treść książki, jednak po pewnym czasie udało mi się to nadrobić. W ostatniej fazie pochłonęłam ją w jednym momencie, nie mogłam się oderwać, gdyż byłam, aż tak zaciekawiona co wydarzy się zaraz, jak potoczy się główny wątek historii i czy kłamstwa Liv w końcu wyjdą na jaw, a jeśli tak to jaki będą miały skutek. Byłam ciekawa, czy stymulator lotu przyniesie jej jakieś korzyści.
Arthur był największą zmorą w tej serii, robił wszystko aby uprzykrzyć życie przede wszystkim Liv, nie zważał nawet na uczucia swoich byłych najlepszych przyjaciół, których chciał z całych sił odzyskać. Wkradał się do snów ludzi przez co chciał pokazać jak bardzo dużo potrafi w krainie snów, jak bardzo jest zdeterminowany, aby wygrać tą walkę mimo, że nikt nie chciał z nim walczyć. Anabel wyszła ze szpitala, znowu zaczęła pokazywać się w korytarzach i mówić o demonie, z którym zawarli umowę. Wszystko zaczyna się komplikować, Liv ma coraz większe przekonanie, iż nie powinni przechodzić przez drzwi. Jednak świadomość tego, iż Arthur nie odpuści nie pozostawia im innego wyjścia. Muszą walczyć.
Jest to książka o wielu motywach - przygody, snów, miłości, rodziny - ale jednak największą jej cechą jest fakt, iż jest ona napisana w sposób humorystyczny, nie jest sztywną nie zawierającą niczego zabawnego lekturą, lecz typową książką, która rozwesela i poprawia humor czytelnika. 
Znalazłam w niej tylko jeden minus, a było nim zachowanie Liv, tak naprawdę w stosunku do Henry'ego, jednak obawiam się, że gdybym powiedziała cokolwiek na ten temat mógłby być to spojler, dlatego Wam tego oszczędzę. Jeśli ktoś czytał tą część to powinien wiedzieć o co mi tutaj chodzi.
Jak już mówiłam zakochałam się w zakończeniu historii, wydarzenia mimo, iż niektórych się spodziewałam nie okazały się nudne ani wymuszone, czego można się spodziewać w końcowych fazach książek.
"Silver" jest serią, która była zaplanowana od samego początku, aż po sam koniec, bez małej szparki, ani niedociągnięcia. Wszystko było zapięte na ostatni guzik, dlatego zasługuje na wielkie brawa. Autorka spisała się wyśmienicie, nie gubiła wątków - co zdarza się dość często autorom trylogii - potrafiła ciągnąć opowieść jakby była zawarta tylko w jednej oprawie, mimo iż została podzielona na kilka tomów.

"Miłość nie jest tym, co człowiek spodziewa się otrzymać, lecz tym, co jest gotów dać." ~ Silver. Trzecia księga snów.





Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina:





czwartek, 23 lutego 2017

#46 Chemia naszych serc


"Chemia naszych serc" ~ Krystal Sutherland

Dwójka bohaterów, tak różnych od siebie, że nikt nigdy nie powiedziałby, iż mogliby się polubić, a
Henry, chłopak żyjący złudzeniami o pięknej pierwszej miłości, która jest taka jaką ją opisują w książkach. Wszystko porównuje do uczucia, które jest między jego rodzicami, ale czy to dobre porównanie? Przecież to zupełnie inne czasy, ludzie inaczej patrzyli na drugą osobę, wszystko wyglądało inaczej. 
co dopiero pokochać. Coś takiego jest po prostu nie możliwe, prawda?
Grace, na pewno nie typowa dziewczyna, bo która zwyczajna przedstawicielka płci pięknej chodzi w za dużych, męskich ubraniach? No właśnie, mało która. Do tego chodzi o kuli. Nie przyciąga zbyt wielu męskich spojrzeń, co może być spowodowane tym, że wygląda jak jeden z nich.  Grace nie powinna znaleźć się w życiu chłopaka, nie była dziewczyną dla niego,  mimo wszystko dostają szanse od losu, aby spędzić ze sobą troszkę czasu na zapoznanie się.
Czy wspólnie spędzone chwilę w redakcji gazetki szkolnej zbliżą bohaterów? A może ich poróżnią? Co jeśli zbyt silna przeszłość nie pozwoli oddychać w teraźniejszości?

"Zawsze sądziłem, że moment, w którym człowiek spotyka miłość swojego życia, przypomina scenę z filmu. Oczywiście, nie żywcem zdjętą z ekranu, bo bez zwolnionego tempa, bez włosów unoszących się na wietrze oraz narastającego brzmienia ścieżki dźwiękowej. Uważałem jednak, że to będzie coś zauważalnego. Trzepot serca. Szarpnięcie za duszę i wewnętrzny głos mówiący:  "Jasna cholera. Oto ona. W końcu - wreszcie. Ona"" ~ Chemia naszych serc.

Na książkę zwróciłam uwagę ze względu po pierwsze na tytuł - tak, ze względu na to, że jestem w klasie biologiczno-chemicznej a chemia to moje życie - a po drugie ze względu na okładkę. Jednakże muszę przyznać, że na początku sądziłam, że to są pióra, a kiedy trzymałam już papierową wersje okazało się, iż się myliłam, gdyż są to ryby. Byłam ciekawa jakie powiązanie z książką będą one miały, ale na szczęście udało mi się zrozumieć dlaczego to właśnie one się tam znajdują, a nie wszystkim się to udało.
Grace jest nową uczennicą w szkole, przykuwa wiele uwag przez swój sposób życia jak i przez ubiór jaki ma na sobie. Nosi męskie, za duże na siebie ubrania do tego wygląda jakby nie często spotykała się z prysznicem.
Henry jest typowym, nastoletnim chłopakiem, który spędza popołudnia w swoim domu wraz z przyjaciółmi grając wspólnie z przyjaciółmi w gry na konsoli. Żyć nie umierać. Uczy się dobrze, mimo średniej opinii w szkole - wyrobionej przez jego starszą siostrę - chłopak daje sobie jakoś radę, do momentu, w którym ma przejąć stanowisko redaktora naczelnego w szkolnej gazetce wszystko się zmienia.
Można by powiedzieć, że są to ludzie z dwóch rożnych bajek, którzy nie powinni nigdy się ze sobą spotkać ani znaleźć wspólny język. Mimo wszystko udaje im się, prowadzenie razem gazetki zbliża ich do siebie na tyle, ile to możliwe. 
Z początku lektura wydawała mi się delikatnie dziwna, ale z każdym rozdziałem okazywała się być lepsza, co jej sprzyjało. Jednakże mimo wszystko nie uważam jej jako genialnej książki lecz po prostu jako lekturę przyzwoitą.
Muszę szczerze przyznać, że spodziewałam się czegoś lepszego, czegoś pokroju "Hopeless", bestsellera, który zapadłby mi w pamięć na wiele lat. Przeliczyłam się, książka była po prostu dobra. Mogłabym porównać "Chemie naszych serc" do gorzkiej czekolady. Nie każdy za nią przepada.
Książka zawiera elementy dowcipne co urozmaica fabułę, może dlatego coraz lepiej się ją czytało. Dodatkowo załączone są sms'y, co również ułatwia czytanie i pozwala na chwilę odpoczynku dla oczu pomiędzy czytaniem linijki w linijkę.
Mimo, iż mi książka niezbyt przypadła do gustu zachęcam was do spróbowania przeżycia z nią przygody, gdyż mimo wszystko jest to ciekawa opowieść o miłości jakiej jaka bywa ona często w prawdziwym życiu. A może ten rodzaj gorzkiej czekolady przypadnie wam do gustu bardziej niż mnie?
Dajcie znać w komentarzach czy mieliście już swoje spotkanie z "Chemią naszych serc", a jeśli nie czy zamierzacie ją przeczytać ;)

"Historie z happy endem to po prostu opowieści, które jeszcze nie dobiegły końca" ~ Chemia naszych serc