Happysad Book Tag


1. "Made in China"~ Książka, która nie jest dla każdego

Mogłabym wymienić tutaj wiele książek z tej serii literatury erotycznej, poczynając na "Pięćdziesięciu twarzach Greya" czy "Dotyku Crossa", bo z góry wiadome jest, że nie każdy czytelnik jest po prostu w stanie przebrnąć przez taką lekturę, bo może mieć na przykład słabszą psychikę od innych i po prostu nie przepada za takiego rodzaju książkami. To zrozumiałe, ja sama mam wątpliwości co do tego czy powinnam czytać wyżej wymienione pozycję, no ale cóż w życiu trzeba ryzykować.




2. "Mów mi dobrze" ~ Przesłodzona książka
Kiedy tylko przeczytałam "Przesłodzona książka" nie musiałam długo czekać na pomysł, który pojawił się w mojej głowie.
"Maybe someday" mimo, iż urocza pod względem historii i wydarzeń w niej zawartych to w pewnych momentach tak słodka i przez to wręcz nierealna, że porzuciłam wszelkiego rodzaju nadzieję na zaakceptowanie zakończenia przeżyć Sydney i Ridge.






3. "Nie ma nieba" ~ Książka, która wzbudza kontrowersje

Książką, a może raczej serią, która moim zdaniem wzbudza kontrowersje jest "After". Bo zarówno ma ona swoich fanów, którzy są z tą historią już od bardzo dawna, bo od początków na wattpadzie, ale są również osoby, które nie przepadają za słowami zawartymi pomiędzy okładkami. Do tych ludzi należę ja. Zaprzestałam czytanie serii na drugiej części, gdyż nie mogłam przemóc się, aby dokończyć historię Tessy i Hardina, ale nie zaprzeczam, że nigdy tego nie zrobię. Po przeczytaniu kawałka ich życia poczułam się zniszczona emocjonalnie jak i umysłowo, dlatego zaprzestałam kontynuowania jej.

4. "Pętla" ~ Książka, którą musisz mieć
Naprawdę miałabym wybrać tylko jedną? Przecież mam taki zeszyt, w którym z każdym tygodniem zapisuję coraz to nowe tytuły, które chciałabym mieć na swojej półce najlepiej teraz. No ale okej powiem o książce, którą chciałabym mieć już natychmiast, bo po prostu nie mogę się jej doczekać i mówię tu o drugiej części "Na krawędzi nigdy" czyli "Na krawędzi zawsze". Początek historii tak mnie zaintrygował, że po prostu postanowiłam, iż muszę jak najszybciej dowiedzieć się co będzie dalej z Cam i Andrew. Wyczekujcie recenzji, bo warto! 



5. "Taką wodą być" ~ Bohater, którego kochasz

Jest ich wielu, i prawdopodobnie mogłabym wymieć przynajmniej jednego bohaterka z każdej książki, którą czytałam, ale ograniczę się tylko do jednego, który jest w moim sercu aktualnie i wątpię w to, iż szybko je opuści, a mowa tu o Andrew z "Na krawędzi nigdy".
Jest to chłopak, którego chciałabym spotkać w prawdziwym życiu i po prostu zamienić z nim kilka słów, to by mi wystarczyło.





6. "To miejsce na mapie" ~ Książka polskiego autora

Nie wiem czy powinnam się wstydzić, bo tak myślę nad tym i dochodzę do wniosku, że chyba nie przeczytałam ani jednej książki, która wyszła spod polskiej ręki. Nie wiem czy powinnam czuć się z tym źle, ale trochę mi głupio. Chyba powinnam to zmienić.
Aczkolwiek jest też opcja, że po prostu nie pamiętam takiego zdarzenia, co jest w sumie bardzo możliwe. Bo mówię tutaj o książkach nie z listy lektur. 



7. "Bakteryja" ~ Książka o chorobie

Mogłabym tutaj odnieść się do tej popularnej książki John'a Greena, ale wolę tego nie robić, bo nie chcę ponownie przypominać sobie tego jakie były moje odczucia co do tej książki. Więc dopasowałam tutaj opowieść o małym Oskarze, który mierzy się z nieuleczalną chorobą. Jest to książką, którą moim zdaniem powinien przeczytać każdy, gdyż zmienia ona pogląd na świat i pozwala zapomnieć o sobie w tej krótkiej przygodzie z "Oskarem i panią Różą".




8. "Nostress" ~ Książka na odstresowanie

Książka niezobowiązująca swoją treścią, lekka i przyjemna w przekazie, a zarazem interesująca pod względem biegu wydarzeń, tak zgadliście mowa tu o historii małej Becky z "Dwóch serc". 








9. "Słońce" ~ Paring, który ci się nie podoba

 Pewnie zaraz zostanę zlinczowana przez wiele osób, ale muszę przyznać się, że taką parą jest Katniss i Peeta z "Igrzysk śmierci". Nic nie poradzę na to, że po prostu od pierwszych słów na pierwszej stronie byłam zachwycona Gale'm i oglądając film nadal za nim szalałam. Wydawał mi się lepszym partnerem dla głównej bohaterki. Nawet czytając historię po raz kolejny wiem, że nie zmienię zdania i chłopak będzie w moim sercu.




10. "30 raz" ~ Książkę, którą możesz czytać ciągle

Nie byłabym sobą gdybym nie napisała w tym poście przynajmniej raz o twórczości Colleen Hoover, dlatego już to robię. Wszystkie książki tej autorki mogę czytać w kółko bez żadnego problemu, ona po prostu pisze w tak magiczny sposób, że myślę, iż daję w tym wszystkim więcej niż cząstkę siebie.
"Losing Hope", "Hopeless", "Ugly love"





11. "Piękna" ~ Bohaterka o nietypowej urodzie

Nic nie przychodzi mi do głowy, może to dlatego, że nie było takiej postaci? Albo zwyczajnie moja pamięć szfankuje i przypomni się coś w momencie, w którym dodam ten post na bloga, ahhh jak ja kocham te uczucie.








12. "Czysty jak łza" ~ Książka, która jest idealna pod każdym względem

Znowu powrócę do twórczości mojej ulubionej autorki - Colleen Hoover - bo uważam, że wszystko co wszyło spod jej ręki jest idealne. 









13. "Zanim pójdę" ~ Książka tak popularna, że chyba czytali ją wszyscy

Mogłabym zastanawiać się i wymyślać różne tytuły, ale przystanę przy "Igrzyskach śmierci", które są tak popularne i ludzie tak zachwycali się tą serią, że poczułam takie parcie na tą książkę, że musiałam zobaczyć co ich tak zachwyca w tej historii. 







14. "Jeszcze jeszcze" ~ Książka, której chciałbyś przeczytać kontynuacje

Nie ma co się długo zastanawiać nad odpowiedzią, kiedy jest jasna  - "Neva" - to właśnie po przeczytaniu tej książki czułam niedosyt i chęć wyjaśnienia dalszych losów głównej bohaterki, ale niestety marzenia nie zawsze się spełniają, dlatego sama muszę napisać kolejne wydarzenia życia dziewczyny. 






15. "Psychologa!" ~ Książka po której przydałaby się wizyta u psychologa

"Szaleństwo" i to nie dlatego, że akcja praktycznie przez cały czas toczy się w szpitalu psychiatrycznym, ale dlatego, że czasami nadal mam problem z tym aby zasnąć w nocy, bo mimo tego iż książka nie była jakaś bardzo przerażająca to uwierzyłam w to co było w niej zawarte. Poddałam się tej magii i wcale tego nie żałuję, ale chyba powinnam odwiedzić psychologa z różnych względów ;) 




16. "Wszystko jedno" ~ Książka co do której się pomyliłeś

Jednak muszę powrócić do tej książki. Mowa tutaj o "Gwiazd naszych wina" do których byłam pozytywnie nastawiona i miałam duże oczekiwania. Po przeczytaniu i obejrzeniu wielu recenzji tej książki byłam wręcz zachwycona tym jak świetna może się okazać wręcz tego pragnęłam, ale w momencie kiedy ją przeczytałam wcale taka nie była. Nie znalazłam tam nic co chciałam tam znaleźć, może dlatego nadal nie jestem przekonana do John'a Green'a. 


Jestem tak wkurzona tym wszystkim, bo blogger chyba przestał mnie lubić, nagle kiedy post był już gotowy usunął mi go, a ja nie wiedziałam co się dzieje, z tego wszystkiego musiałam wszystko pisać ponownie i myślałam, że nie wytrzymam, ale ostatecznie nie było tak źle chociaż muszę się przyznać, iż pozmieniałam praktycznie wszystko. Mimo wszystko mam nadzieję, że tag się podobał i do zobaczenia w kolejnym poście. 
Napiszcie mi co sądzicie o książkach, o których tutaj wspomniałam, a jeśli macie tylko ochotę odpowiedzcie na ten tag.
Życzę czytelniczego dnia ;)

Nominuję:




#27 Na krawędzi nigdy


"Na krawędzi nigdy" ~ J.A.Redmerski

Camryn, w skrócie Cam, dwudziestoletnia dziewczyna, która nie płacze, przynajmniej od jakiegoś czasu tak jej się wydawało. A wszystko dlatego, że nigdy nie miała łatwo w życiu, zawsze musiała iść pod górkę, ale nie chciała narzekać, sądziła, iż właśnie tak ma być. Po utracie ukochanej osoby, osoby z którą wiązała swoją przyszłość, rozwodzie rodziców oraz zaaresztowaniu jej brata dziewczyna nie wytrzymuje. Chce wyjechać, aby przemyśleć wszystko co miało miejsce w nieodległej przeszłości. Kiedy następuje coś, czego nigdy się nie spodziewała i nic ją już nie trzyma w Karolinie Północnej postanawia wyjechać. Zostawia za sobą praktycznie całe swoje życie jedyne co ma ze sobą to trochę odzieży, telefon i portfel oraz samą siebie. Kupuje bilet w miejsce przypadkowo wybrane i rusza, zostawiając całe swoje życie.
Andrew, zbuntowany dwudziestopięciolatek, który wyrusza w podróż autobusem, aby spotkać się - prawdopodobnie - po raz ostatni ze swoim ojcem. Rodzicem, który w dzieciństwie nie pozwalał okazywać mu uczuć, bo sądził że to "kobiece". Chłopak nie wie co ma zrobić, nie umie pogodzić się z nadchodzącą utratą swojego ojca, a do tego dochodzi jeszcze jego tajemnica o której nie chce nikomu powiedzieć. Dlatego stara się śmiać ze wszystkich problemów, wypierać smutek ze swojego życia i korzystać z każdej wolnej chwili. Kiedy wsiada do pojazdu od razu ją widzi, dziewczynę o blond włosach splecionych w warkocz, siada za nią z nadzieją, że będzie mógł poznać ją bliżej. 

I tak rozpoczyna się ich przygoda, zabawne prawda? Dwójka nieznajomych, autobus, i tysiące godzin spędzonych razem w drodze. Wspólne postoje i rozmowy o niczym, do momentu, w którym zaczynają wyjawiać sobie sekrety. A potem świadomość, ze zostało coraz mniej czasu do rozłąki, której oboje chcą uniknąć.
Zacznę od tego, że zapytam was czy ta okładka nie jest cudowna?! Przecież ona jest taka śliczna, iż czasami nie mogłam od niej oderwać wzroku i siedziałam z zamkniętą książką i po prostu obserwowałam zewnętrzną stronę.
Skończyłam tę książkę w nocy i wiedziałam, że po prostu nie mogłam zacząć kolejnej, gdyż w głowie siedzieli mi właśnie Cam i Andrew. Jestem totalnie zakochana w tej książce, jest to historia, którą prawdopodobnie zapamiętam do końca życia i z chęcią będę do niej często powracała. Muszę przyznać, iż dawno nie czytałam tak interesującej powieści, szczerze mi tego brakowało. Tęskniłam za tym uczuciem. A co najważniejsze w tej książce nie ma trójkąta miłosnego! Jestem tak wdzięczna autorce, że po prostu mam ochotę napisać do niej i podziękować nie tylko za to, ale również za wydanie tej historii, która z pewnością ma wpływ na moje życie.
Od pierwszych stron zakochiwałam się w słowach, wydarzeniach, bohaterach było to tak cudowne przeżycie, iż najchętniej od razu sięgnęłabym po drugi tom lecz niestety nie mam go jeszcze u siebie w domu.
 Kiedy zaczynałam czytać to nie mogłam tak po prostu skończyć po przeczytaniu jednego rozdziału było to dla mnie niewyobrażalne zostawić to i pójść zająć się czymś innym. Zazwyczaj kończyłam czynność tak przynajmniej po czterdziestu minutach, co oznaczało około 100 przeczytanych stron. Jest idealną propozycją na lato i jeśli macie tylko taką możliwość to zabierzcie ją ze sobą na wakacje, czytajcie w samochodzie, autobusie, pociągu, nawet jadąc rowerem jeśli ktoś potrafi, będąc w pokoju, hotelu, na plaży czy też chodząc po górach. Tę książkę można zabrać ze sobą wszędzie, bo dostosuje się ona do wszystkiego. Historia pisana jest z dwóch perspektyw od momentu poznania się głównych bohaterów. Gdyby tego zabrakło, gdybyśmy nie mieli możliwości poznać odczuć chłopaka ta książka nie byłaby taka sama, brakowałoby jej czegoś, nie zachwycałaby już tak bardzo jak robi to teraz. Osobiście bardziej polubiłam rozdziały pisane przez Andrew zawierały więcej emocji i przemyśleń kryjących się w głowie bohatera. Uważam, że J.A. Redmerski idealnie wykreowała wszystkie postacie, poczynając od Cam, Natalie - przyjaciółce -,  Damonie - chłopaku Nat -, Andrew oraz osobach, które występowały tylko kilka razy. Wszystko było doskonale przemyślane i zaplanowane.
"Na krawędzi nigdy" nie jest przeznaczone dla osób poniżej przynajmniej 15 roku życia przez wzgląd na śmiałe sceny erotyczne. Ale innym szczerze polecam tę historię, bo to jest coś co trzeba poznać. To niesamowite, że ludzie poznają się przez przypadek, a potem łączy ich coś czego nie chcą nigdy zniszczyć. Kto by pomyślał, że jadąc autobusem można mieć tyle ciekawych przygód, no może nie wszystkie były super, ale większość kończyła się dobrze, a przecież o to chodzi w życiu, żeby mimo wszystko zawsze dążyć do happy endu. 
Uczucie, które było między Cam i Andrew jest tego rodzaju emocją, którą chce poczuć każdy z nas. Mogli robić ze sobą wszystko, bez żadnych obaw, po prostu byli dla siebie jak bratnia dusza. Jak przyjaciel, kochanek, rodzina, byli dopasowani, przeznaczeni sobie. Jednakże świadomość, iż ich przygody miałyby się zakończyć, że Cam miałaby wrócić do Karoliny Północnej, a Andrew do Teksasu przytłacza ich z każdym dniem, bo tak usilnie chcą zatrzymać się przy sobie jak najdłużej.

I tak teraz siedzę i myślę co mogę wam jeszcze powiedzieć żeby nie zdradzić wam czegoś więcej, bo wiem jak to jest kiedy ktoś coś wam zaspoileruje.
Czytając tę książkę śmiałam się, uśmiechałam, smuciłam, a nawet płakałam i nie były to łzy, które było mi łatwo zatrzymać. Leciały ciurkiem i nie chciały przestać, nie miałam nad nimi kontroli. Moje mokre oczy trochę przeszkadzały mi w wykonywaniu tamtej czynności, ale nie mogłam przestać nawet jeśli miałam iść tylko po chusteczkę, po prostu nie mogłam odłożyć historii nawet na chwilę. W momencie kiedy miałam mokre policzki nie przestałam czytać aż skończyły się słowa. A potem mimo śladów łez mogłam oddychać spokojnie i leżeć myśląc o tym co właśnie przeżyłam.
W tej książce nie znalazłam żadnych minusów, po prostu one nie istniały. Natchnęłam się oczywiście na kilka literówek, ale cóż każdemu może się zdarzyć. Nie przeszkadzały one jednak i nie odbierały przyjemności z czytania.
"Na krawędzi nigdy" to historia porywająca serca czytelnika, niepozwalająca oderwać się do momentu jej skończenia, wyciskająca łzy, a potem nagle doprowadzająca do śmiechu. Więc jeśli masz trochę czasu to nie zastanawiaj się, po prostu idź do księgarni, albo wejdź na jakąś stronę internetową i po prostu kup tą opowieść, mogę się założyć, że pokochasz Cam i Andrew tak samo jak ja, może nawet bardziej.

Dajcie znać jak wam podoba się ta książka, jeśli ją czytaliście, jeśli nie to napiszcie czy zainteresowałam was tą recenzją.
W komentarzach powiedźcie co wy teraz czytacie i jak spędzacie wakacje ;)
Życzę czytelniczego dnia ;)






#2 Muzyczny kącik

Wracamy do życia kochani! Teraz będzie więcej postów, które będą ukazywać się na blogu systematycznie, a przynajmniej mam nadzieję, że mi się uda.
Szykuję wiele zmian na mojej stronie, do których najprawdopodobniej nie doszłoby bez pomocy Dakoty z bloga 97books. Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję, jesteś kochana <3
Więcej informacji o zmianach na blogu będzie pojawiało się na moim fanpagu na fb więc serdecznie zapraszam! Time of Book
A teraz przechodźmy już do muzyki, która towarzyszyła mi przez ostatni czas ;) Mam nadzieję, że coś wam przypadnie do gustu.


Jedną z piosenek, które nadal słucham i to tak w kółko jest piosenka Seleny Gomez "Good for you". Z jednej strony nie mam zielonego pojęcia dlaczego tak mi się podoba, bo wzbudza we mnie te emocje, które tak naprawdę chcę schować w głębi siebie. Moja nienawiść do samej siebie po tym, gdy straciłam kogoś kogo naprawdę kochałam podczas słuchania tych piosenek jest tak wielka, że nie mogę tego uciszyć. Mam ochotę krzyczeć albo biec do tej osoby - nie patrząc na kilometry - i błagać o drugą szansę. Z drugiej strony nie chcę tego robić, uświadamiam sobie, że gdyby ta osoba miała być w moim życiu to po prostu by tu była, właśnie teraz, obok mnie. 
Takie same odczucia mam słuchając kolejnej piosenki tej samej piosenkarki " The heart wants what it wants". Po prostu podczas słuchania tych piosenek wracają do mnie wspomnienia, czasy za którymi w niektórych momentach bardzo tęsknię.



 

Kolejna piosenka, która cały czas brzmi w moich słuchawkach to muzyka z dawnych lat. Coś co przynajmniej raz słyszał każdy, coś co przypomina mi wspólnie spędzone chwilę, leżąc na piasku na plaży słuchając  melodii i ciągłe zmienianie słów, wynikające z nie znania tych zawartych w piosence. 

 

Ta piosenka wzbudza we mnie lęk. Lęk przed tym, że nigdy nie znajdę prawdziwego szczęścia, którego od pewnego momentu w życiu tak bardzo pragnę. Boję się, że nie osiągnę tego wszystkiego co sobie zaplanowałam. 
Piosenka pokazuje, że tak naprawdę każdy ma prawo się pomylić, bo jesteśmy tylko ludźmi. Uczymy się na błędach, są one dla nas niezapomnianą lekcją, której więcej nie chcemy przeżywać. 




Nie zrobiłam tego celowo, że praktycznie każda piosenka w tym poście jest jakaś smutna czy coś, taki miałam po prostu ostatnio okres w życiu, ale kiedy tak na to teraz patrze to stwierdzam, że trzeba to zmienić. Nie można słuchać samej smętnej muzyki, bo ona tym bardziej wpędza Cię w taki nastrój.
Prawdopodobnie ostatnie piosenki, które wciągały mnie w ten dość melancholijny stan w którym mogłam tylko leżeć pod kołdrą i płakać. Może też dlatego zaprzestałam czytać, bo po prostu nie miałam siły na wykonywanie jakichkolwiek ruchów.






Koniec smętnej muzyki! Czas wprowadzić coś żywszego.
Ta piosenka nigdy mi się nie podobała, kiedy oglądałam High school musical zawsze omijałam jej słuchanie, bo po prostu do mnie nie przemawiała, a teraz? Słucham jej, w momencie, w którym chcę dodać sobie siły i pokazać samej sobie, że mogę osiągnąć wszystko jeśli tylko będę tego chciała. Muzyka pobudza mnie i daje wiarę w siebie, to dzięki niej podniosłam się z mojego dołku emocjonalnego.


Piosenka, która jest u mnie cały czas, która po prostu będzie już zawsze, bo uwielbiam film do którego została nagrana, a jednocześnie melodia jest tak wciągająca, że od razu tańczę i mówię tutaj absolutnie serio. Nie ważne gdzie jestem, kiedy mam słuchawki w uszach i akurat mój telefon wylosuje tą piosenkę zaczynam iść w jej rytmie, podśpiewywać i uśmiechać się. Wszystko dzieje się mimowolnie. Jest to nieziemskie uczucie takiego unoszenia się nad ziemią. Dlatego właśnie te dwie piosenki poprawiają mi humor i pozwalają się przenieść w inny świat, w miejsce gdzie nie ma moich problemów, jest tylko muzyka, która pozwala mi wyżyć się emocjonalnie i śpiewać na cały głos, nie przejmując się co pomyślą na ten temat inni. 




Ostatnie piosenki, które przedstawie wam w tym miesiącu są piosenkami, które były nieoderwaną częścią mnie pod koniec czerwca.
Słuchałam ich cały czas, bo do nich tańczyłam. W momencie, kiedy poszłam na pierwsze warsztaty taneczne miałam w głowie wiele myśli, ale już po kilku minutach zajęć poczułam ulgę, a wychodząc z sali byłam zupełnie innym człowiekiem, wolnym od jakichkolwiek zmartwień. Było to coś tak potrzebnego, że postanowiłam zatrzymać to dla siebie na dłuższy czas i zapisałam się na tańce już od września, aby chodzić na nie regularnie.
Piosenki, do których tańczyłam podczas warsztatów zapadły mi w pamięci jako muzyka, która pomaga mi zapomnieć o wszystkim. Mimo iż kojarzą mi się ze zmęczeniem to uwielbiam wracać do nich i tańczyć nawet całymi dniami.




A jak u was było z muzyką? Podzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzach. Może chcecie mi jakąś polecić?
Piszcie jak wam się podoba nowy wygląd bloga i wpadajcie na bloga Dakoty, jest cudowny! 
Życzę zaczytanego dnia!


Za wygląd bloga dziękuję:

Copyright © Time of book